piątek, 7 września 2012

Rozdział 5


Obudziłam się po 10. Mileny już nie było. Po chwili wyszła z łazienki przebrana   i gotowa do wyjścia. No tak, dzisiaj mam jej pokazać Londyn.
-Wstawaj Majka, za 15 minut masz być na gotowa na dole. Ja idę zrobić nam śniadanie.
-Tak jest panie kapitanie-zawtórowałam jej.
-Nie wygłupiaj się tylko rusz tyłek.-powiedziała i wyszła z mojego królestwa.
Ja poszłam do mojej garderoby, ojej jak to wspaniale brzmi "moja garderoba", hah! Wybrałam ciuchy i udałam się do łazienki. Przebrałam się  , umalowałam i uczesałam. Gotowa zeszłam na dół. Piękne zapachy przyciągnęły mnie do kuchni. Zastałam tam Milenę przy stole, jedzącą pyszne, świeżo upieczone croissanty.
-Hmm.. Ale smakołyki-zaczęłam
-Siadaj lala, bo za 5 minut wychodzimy- odpowiedziała.
-Spoko loko, zluzuj poślady ziomuś.
-No, no jedz a nie gadaj.
-Okej, okej. A nie wiesz gdzie są mama i bliźniaczki?-zapytałam.
-Poszły zobaczyć nowe przedszkole dziewczynek.
-A no tak, zapomniałam. To co idziemy? Ja już jestem gotowa.
-No jasne- Mila jak armata wstała od stołu.
-Ej lala, spokojnie, sklepy nam nie uciekną- zaśmiałam się.
-No wiem wiem, chodź-pociągnęła mnie za rękę. Założyłyśmy płaszcze i buty. W Anglii  nie było tak zimno i mokro jak w Polsce, co mnie bardzo cieszyło, Milene zresztą też. Wyszłyśmy z domu i na początku skierowałyśmy się do centrum, tak jak zaplanowałyśmy.
Po 2 godzinach zobaczyłyśmy Big Bena, London Eye, Tower Bridge, jechałyśmy dużym, czerwonym autobusem. Oczywiście nie obyło się bez robienia zdjęć i kupowania jakichś pamiątek.
-Majka, co powiesz na zakupy?
-Ja jestem jak najbardziej za, tylko najpierw proponuje najlepsze shaki na świcie.
-Okej, zabierz mnie do tego swojego milk shake city, bo tyle już o nim od ciebie słyszałam, że chcę spróbować tych cudeniek.-uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam:
-No to chodź, tutaj  niedaleko jest takie fajne centrum handlowe, a obok MSC.
-Prowadź.-zaśmiała się.
Doszłyśmy w niecałe 10 minut. Weszłyśmy do środka i ja zamówiłam 2 czekoladowe, moje ulubione. Zapomniałam wspomnieć, że nie mam problemów z porozumiewaniem się, gdyż język angielski znam tak dobrze jak polski. Milena także nie ma z nim problemów, uczyła się go od dziecka i obie byłyśmy najlepsze z angielskiego w Polsce.
Zajęłyśmy stolik przy oknie. Rozmawiałyśmy co będziemy robić w najbliższych dniach. Nagle do środka wpadł chłopak w kręconych włosach i z boskimi zielonymi oczami. Zaraz za nim wparował przystojny szatyn w czerwonych spodniach i bluzce w paski. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że pani ekspedientka śliniła się do nich jakby były to jakieś wielkie gwiazdy czy coś. Usiedli przy stoliku i czekali na swoje zamówienie. Chłopak z loczkami odwrócił się w moją stronę. Już go gdzieś widziałam, ale nie wiem gdzie. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się nieziemsko. W jego policzkach pojawiły się słodziutkie dołeczki. Był bardzo przystojny. Odwzajemniłam uśmiech i odwróciłam wzrok, bo moje policzki płonęły. Dostali 6 shake'ów i wyszli. Przy drzwiach loczek popatrzył w moją stronę i puścił mi oczko. Myślałam, że się rozpłynę. Hmm...Gdyby...
-Ej to idziemy już do tego centrum?-moje przemyślenia przerwała Milena
-Tak, tak, chodźmy- no tak ona go nie widziała, bo siedziała tyłem, ale na pewno spodobałby jej się. Dobra stop! Pewnie już go nigdy nie zobaczę. Ale ciekawe gdzie ja już go widziałam.
Weszłyśmy do środka. Od razu skierowałyśmy się na pierwsze piętro gdzie były moje ulubione sklepy.
-Coś czuję, że długo stąd nie wyjdziemy.-zaśmiała się Milena.
-Jestem za-powiedziałam i ruszyłam w stronę pięknych sukieneczek.
Po 5 godzinach chodzenia po sklepach nie czułam swoich nóg, a na dodatek byłam strasznie głodna.
-Ciebie też tak bolą nogi i chce ci się jeść?-spytała Mila.
-Kobieto czytasz mi w myślach-zaśmiałam się.-To co idziemy coś zjeść?
-O tak!
Poszłyśmy do Mc'Donald's, które było na parterze galerii. Zmówiłyśmy po McChickenie, dużych frytkach i dużej coli z lodem. Usiadłyśmy i położyłyśmy nasze zakupy obok stolika, a trochę tego było. Ja kupiłam sobie piękną sukienkę, szpileczki, trampki, kurteczkę jeans'ową, miętowe rurki i bluzkę w paski. Milena kupiła sukieneczkę, szpilki, jeansy, dwie bluzki, sweterek i buty nike. Wszystko było takie śliczne, ale musiałyśmy zostawić trochę kasy na resztę dni. Przez te całe zakupy zapomniałam o pięknym chłopaku z MSC. W sumie to dobrze, bo i tak pewnie go już nigdy nie zobaczę.
Po zjedzeniu ubrałyśmy płaszczyki i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Otworzyłam drzwi, chcąc wyjść, lecz jakiś chłopak wpadła na mnie i wylądowałam razem z nim na podłodze. Jak można nie zauważyć, że ktoś wychodzi? Bardzo mnie to zdenerwowało, a na dodatek wszystkie moje zakupy leżały porozwalane na ziemi..
-Przepraszam cię bardzo, ale za mnie niezdara- zaczął przepraszać i zobaczyłam kto to taki...

______________________________________
Jak się podoba? Komentujcie proszę was :)
Buziaki :**

2 komentarze:

  1. wchodze tu dzis juz po raz setny sprawdzam czy jest nowy.... ciekawe to masz ;D super. Czyzby pan Hazza sie zakochal ^^ ? cudo pisz dalej ;D

    OdpowiedzUsuń