Imprezy, to coś co uwielbiam, ale ranki po nich nie należą do najprzyjemniejszych. Ten właśnie taki był. Na szczęście po tabletce i litrze pepsi wszystko przeszło. Cud. Ale nie będę się nad tym jakoś głębiej zastanawiać. Najważniejsze, że głowa już nie boli i czuję się świetnie.
Jakoś po 12 całe towarzystwo zwinęło się do swoich domów, oczywiście uprzednio żegnając się z Milą, która już dziś wraca do Polski. Razem z przyjaciółką posprzątałyśmy pozostałości po wczoraj. Ku naszemu zdziwieniu nie było tego dużo. Zostało tylko kilka pustych butelek po różnego rodzaju alkoholach i papierki po słodyczach. Później poszłyśmy do pokoju, by się trochę ogarnąć, gdyż zaraz pewnie będą tu rodzice z dziewczynkami. Ubrałyśmy się luźno i zaczęłyśmy pakowanie. Samolot odlatuje o 19:40, więc mamy jeszcze sporo czasu. Na lotnisko odwiozą nas Max i Tom, którzy będą tu jakoś po 17.
-Wiesz, że będzie mi cię tu cholernie brakowało?-zapytałam dziewczyny siedzącej obok na podłodze, składającej bluzkę.
-No a myślisz, że mnie ciebie tam nie?-odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Kurde. Nie wyobrażam sobie jak teraz będzie. Jakaś masakra.
-No ja też nie. Wszystko będzie inaczej.- powiedziała smutno.
-Ej, ale wiesz co? Przecież za cztery miesiące, będą wakacje i przyjedziesz do mnie! W tedy dopiero zaszalejemy, Londyn będzie nasz!- powiedziałam radośnie. Nie chciałam jej dołować. Chociaż mnie też nie było najlepiej. Mila uśmiechnęła się i przytaknęła.
-Majka! Mila! Chodźcie na dół! Kupiliśmy pizzę!- usłyszałyśmy piskliwe głosiki bliźniaczek. Zeszłyśmy do salonu, gdzie siedziała reszta rodzinki. Przycupłyśmy obok i zajadałyśmy się przepyszną pizzą. Rozmawialiśmy o imprezie. Tata stwierdził, że spodziewał się niezłego bajzlu, ale jest mile zaskoczony. Potem trochę wypytywał nas jak się bawiłyśmy i czy przypadkiem nie chcemy się z nim podzielić jakimiś pikantnymi szczegółami, ale niczego się nie dowiedział.
Po posiłku wróciłyśmy na górę. Już prawie wszystkie ciuchy spakowane.
-Majuś?-zaczęła słodko. Dobrze wiedziałam czego chce.
-Które chcesz?- spytałam.
-Skąd pomysł, że coś chce?-spytała, z udawanym oburzeniem.
-Bo zawsze jak mówisz do mnie "Majuś" tym swoim przesłodkim głosikiem to chcesz jakieś ciuchy- podsumowałam
-Oj dobra dobra, rozszyfrowałaś mnie-zaśmiała się.
-Ze względu na to, że nie zobaczymy się prędko i będę za tobą strasznie tęsknić pozwalam ci wziąć co chcesz- powiedziałam. Na jej twarzy pojawił się ogromny banan- ale z umiarem!- krzyknęłam kiedy Mila wbiegała do mojej garderoby z miną szaleńca.
-Mówiłam ci już, że cię kocham?- zapytała.
-Dawno tego nie słyszałam- zaśmiałam się.
-KOCHAM CIĘ!- krzyknęła. A ja zaczęłam się śmiać.
-Ale w zamian ty pożyczasz mi tą twoją bluzeczkę z tym serduszkiem i ten czarny sweterek.
-Dobra, bierz- powiedziała, a ja od razu poszłam szukać ciuchów.
Po jakichś 5 minutach znalazłam to czego szukałam, a Mila wyszła z garderoby z dwoma bluzkami, sweterkiem i spodenkami oraz naszyjnikiem. Patrzyłam na nią jak ładnie układa wszystko do walizki. Nawet na mnie nie spojrzała. Wiedziałam, że zaraz nie wytrzyma i się na mnie rzuci. I się potwierdziło. Aktualnie leże na łóżku, a na mnie, śmiejąca się Milena. Zwariowała.
-A co tu się dzieje!?-usłyszałyśmy znajomy, męski głos- Co to za macanie? I to jeszcze bez nas!- krzyknął Tom i rzucił się na nas.
-Gdzie ryjesz ten swój tłusty tyłek!-krzyknęłam leżąc pod nim.
-Jaki tłusty tyłek! Kobieto, wiesz ile lasek na niego wyrwałem?- oburzył, się cała reszta, w tym ja wybuchła śmiechem. Tom wstał i dodał- Jesteście okropni.
-Z kim ja żyje!- powiedział Max łapiąc się z głowę. Razem z Milą ogarnęłyśmy się i podeszłyśmy do chłopaków się przywitać.
-Oj Tom, wiesz, że uwielbiam twoją pupę- powiedziałam, starając się zachować pełną powagę.
-Ha! Wiedziałem!-odparł i dał mi buziaka na przywitanie.
Później chłopcy pomogli nam zasunąć walizki, pełne ciuchów, butów, kosmetyków i biżuterii. Po 5 minutach starań udało się. Mieliśmy jeszcze godzinę, bo na lotnisku trzeba być tak 30 minut przed odlotem. Postanowiliśmy pójść na mały spacer.
Poszliśmy do parku i na gorącą czekoladę. Było bardzo dużo śmiechu, a o to przecież nam chodziło.
W końcu nadszedł czas, aby wyruszyć na lotnisko. Milena pożegnała się z moimi rodzicami i bliźniaczkami, które się popłakały. One też ją kochały. Była dla nich jak druga starsza siostra.
Wpakowaliśmy się do samochodu Maxa i odjechaliśmy. Po 20 minutach jazdy dotarliśmy na wielkie lotnisko. Wolnym krokiem ruszyliśmy do środka. Niestety nadszedł czas na pożegnanie. Obie ryczałyśmy jak bobry. Uścisków nie było końca. Ale, zawsze musi być ten ostatni. Usłyszałyśmy, że odprawa na lot do Polski już dobiega końca, więc musieliśmy już puścić naszego miśka. Wzięła walizki i odeszła. Staliśmy jeszcze przez moment, ale to i tak nie miało sensu.
Po powrocie do domu, od razu skierowałam się do swojego pokoju. Było mi smutno. Już za nią tęsknię. Wyciągnęłam dzwoniący telefon z torebki. "Harry" Co on może ode mnie chcieć? Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przycisnęłam telefon do ucha.
-Halo?-zaczęłam
-Hej Maja.
-Cześć Harry, stało się coś?
-Tak..... yymm to znaczy nic się nie stało, tak tylko dzwonie zapytać co tam u ciebie.- uśmiechnęłam się słysząc jego zakłopotanie.
-W porządku, dziękuje, że dzwonisz. Właśnie wróciłam z lotniska.-powiedziałam, ale nikt się nie odzywał.- Harry? Jesteś tam?-spytałam po chwili ciszy.
-emm, tak jestem - powiedział zmieszany.- Wiem, że jest ci teraz smutno i tęsknisz za Milą i wiesz co? Mam dla ciebie niespodziankę.
-Ale Harry jaką niespodziankę, co ty kombinujesz?- zapytałam, byłam bardzo zmieszana i zaskoczona.
-No to raczej, że ci teraz nie powiem, to ma być niespodzianka. Zaufaj mi, proszę.- i co ja mam teraz niby zrobić? Nie za bardzo mam ochotę na jakieś niespodzianki. No ale co mi tam.
-No dobrze- odparłam wreszcie. Poczułam jak się uśmiecha.
-No to będę u ciebie za 5 minut. Przygotuj się.
-Halo, Harry, jesteś tam? Na co mam się przygotować? -pytałam, ale na nic się to nie zdało, rozłączył się. I co ja mam niby teraz zrobić? No nic poczekamy, zobaczymy.
Faktycznie po 5 minutach pod moim domem stanął czarny samochód Harrego. Zbiegłam na dół, by otworzyć drzwi. "Pech" chciał, że akurat w tym samym czasie mój kochany tatuś robił sobie herbatę w kuchni i to on właśnie otworzył drzwi.
-Ym, dobry wieczór, jest może Maja?- usłyszałam niski głos Harrego. Przystanęłam na chwilę na schodach, by posłuchać jak rozwinie się sytuacja.
-Dobry wieczór. Jest, a ty kim jesteś? -zapytał tata, z pełną powagą.
-Ja jestem Harry, Harry Styles, kolega Maji- chyba uścisnęli sobie dłonie.
-Aha - odparł tata- A co robisz tutaj o tej porze?
-Ja...um, przyjechałem do Maji, bo chciałem ją gdzieś zabrać. Wiem, że teraz bardzo tęskni za Mileną, chciałem jej polepszyć humor.
-Ah, tak. I co, myślisz, że ja ją puszczę o tej porze, z obcą mi osobą, niewiadomo gdzie? - spytał z pełną powagą. Nie wytrzymałam i zaczęłam się chichrać. Tata to usłyszał i od razu na mnie spojrzał, puszczając mi dyskretnie oczko. Wiedziałam, że robi to specjalnie. Podeszłam do drzwi.
-O cześć Harry, widzę, że poznałeś już mojego tatusia. - uśmiechnęłam się.
-yhym- odparł.
-To co to za niespodzianka?-zapytałam.
-Teraz, to chyba moja niespodzianka nie wypali- powiedział smutno.
-Ale to dlaczego?
-No bo, no bo -zaczął się nerwowo drapać po karku- twój tata powiedział, że..-nie dokończył, bo razem z tatą wybuchliśmy śmiechem. Harry chyba się nie spodziewał.
-Przepraszam, no ale nie mogłem sobie odpuścić- powiedział tata- Jestem Robert, tata Maji. - uśmiechnął się i po raz drugi uścisnęli sobie dłonie. Harry po chwili zaczął ogarniać sytuację i delikatny uśmieszek wkradł mu się na buzię.- Teraz ja już nie przeszkadzam. Tylko nie później niż o 12, pamiętaj jutro szkoła.- zwrócił się do mnie.- Do widzenia Harry.
-Do widzenia, proszę pana. Obiecuje odwieść Maję pod same drzwi.- tata uśmiechnął się i wrócił do kuchni.
-No co się tak na mnie patrzysz? Mój tatuś zawsze odstawia taki cyrk. I tak miałeś, szczęście, mogło być gorzej.-zaśmiałam się widząc minę Harrego.
-A ja naprawdę w to uwierzyłem, twój tata to niezły aktor. - zaśmiał się- To co jedziemy?
-A może najpierw byś się ze mną przywitał co?- zapytał z udawanym oburzeniem. Harry zaśmiał się pod nosem i przytulił mnie ciepło.
-Miło cię widzieć Maju.
-Mnie ciebie też.-zaśmiałam się- A teraz mi powiedz, gdzie ty mnie właściwie zabierasz?
-No to mówiłem ci, że to niespodzianka. Zapraszam do mojego samochodu.- wskazał na auto stojące na wjeździe. Zamknęłam drzwi i razem z chłopakiem ruszyliśmy. Harry jak na gentlemana przystało otworzył mi drzwi. Już po chwili siedział obok na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i w końcu ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku.
Po drodze rozmawialiśmy o imprezie.
-Ładnie śpiewasz-powiedział.
-E tam gadasz głupoty.
-Żadne głupoty, to sama prawda- wyszczerzył się. Na szczęście nie musiałam dalej drążyć tego tematu, bo zatrzymaliśmy się pod jakimś budynkiem. Niestety nie było żadnego szyldu ani nic co by mogło mi powiedzieć gdzie Harry mnie przywiózł.
-Przepraszam, że tak tylnym wejściem, ale sama rozumiesz- to już wiem dlaczego
-yhym-przytaknęłam i razem z chłopakiem ruszyliśmy do budynku.
Zaraz po wejściu wiedziałam gdzie się znajduję. Byliśmy na kręgielni. Kiedyś opowiadałam Harremu, że zawsze chciałam zagrać w kręgle.
-I co, udała mi się niespodzianka?- zapytał stając za moimi plecami
-Dzięki Harry-powiedziałam i pocałowałam jego policzek.
Podeszliśmy do lady. Dostaliśmy specjalne buty, które szybko przebraliśmy.Harry pokazał mi jak trzeba się 'obsługować' taką kulą. Na początku mi nie wychodziło, ale po wykładzie Harrego i części praktycznej wiedziałam już jak to się robi.
No i rozpoczęła się bitwa. Umówiliśmy się, że kto przegra to przez jeden dzień robi co ta druga osoba będzie chciała. Po wyczerpującej walce udało mi się wygrać.
-Ty kłamczucho, przyznaj się, że już kiedyś grała w kręgle!- krzyknął
-No Harry przyznaj wreszcie, że jestem lepsza.- wyszczerzyłam się.
-No dobra, jesteś najlepsza.-zaśmiał się.
-To jutro robisz wszystko co tylko będę chciała, tak?
-Nooo.
-Radze się wyspać. Jutro kończę o 12:30, więc przyjedziesz po mnie do szkoły. To jest już pierwsze zadanie.
-To dla mnie sama przyjemność.- powiedział i udaliśmy się do samochodu, stojącego na zewnątrz. Po 10 minutach rozmowy dojechaliśmy pod mój dom. Harry odprowadził mnie pod same drzwi i przytulił na pożegnanie.
-Harry, dziękuje- powiedziałam jak już się odwracał, by odejść. Uśmiechnął się i wsiadł do auta. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało zakończenie tego dnia. Może jakoś przetrwam te cztery miesiące bez Mili?
____________________________-
przeprasza, przepraszam, przepraszam
Obiecuję poprawę ;)
I proszę o komentarzeee :D
Buźki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz